Od dawna wiadomo, że dobry marketing to 80% sukcesu, sam towar schodzi na dalszy plan. Klient chce czuć, że nie jest kolejną osobą z tysiąca a nawet miliona osób, które kupiły dany produkt albo skorzystały z usługi.

Punkt pierwszy bądź komunikatywny – wielu z nas, z chęcią wraca do sklepu, punktu usługowego w którym zostaliśmy po prostu potraktowani po ludzku. Pogadaliśmy, przykładowy sprzedawca przedstawił nam wady i zalety danego produktu, opowiedział o nim a nie tylko wcisnął i sprzedał. A w dobie obecnej cyfryzacji, taki rodzaj komunikacji musimy przenieść na płaszczyznę internetową. I tutaj z pomocą przychodzą nam social media. Ważne by prowadzić fanpage i starać się brać udział w dyskusjach naszych klientów i odpowiadać na pytania. To pozwoli zbudować pewną ‚intymną’ relację po między klientem a przedsiębiorcą.
Jeżeli nie chcemy korzystać z facebooka, bo nie każdy lubi/ma czas/zasoby ludzkie to ‚must have’ jest posiadanie sprawnego BOK’u obsługiwanego drogą mailową, telefoniczną. Bez tego w dzisiejszym czasie, klient pójdzie tam gdzie obsłużą go szybciej, lepiej i milej. Ważne jest również, dopasowanie sposobu komunikacji do prowadzonej przez nas działalności. Inaczej będziemy rozmawiać z nastolatkami a inaczej z osobami w sile wieku. Każda z grup wiekowych ma swoje własne upodobania ale łączy je jedna wspólna cecha, chcą czuć, że w razie problemu nie zostaną z nim sami a będą mogli liczyć na pomoc z Twojej strony drogi przedsiębiorco.

Więc drogi przedsiębiorco pamiętaj, komunikacja z klientem na pierwszy miejscu! Zadowolony klient przyprowadzi kolejnych zadowolonych klientów

Punkt drugi bądź transparentny – nikt z nas nie lubi, jak sprzedawany przez nas towar lub usługa ma wady. Przykładowo, prowadzisz sklep internetowy i piszesz tam, że towar dostarczasz w ciągu dwóch dni roboczych od zapłacenia przesyłki. Wszystko ładnie pięknie, mija dwa dni a z Twojej winy lub firmy spedycyjnej towar do klienta dociera dopiero po trzech dniach. Niby nie wiele ale… No właśnie ale ten jeden dzień w Twoich oczach przedsiębiorco nie wiele znaczy a dla klienta może bardzo dużo i przez ten jeden dzień opóźnienia może już nie wrócić do twojego sklepu po zakupy. Dlatego lepiej podać dłuższy termin dostawy i pozytywnie zaskoczyć klienta niż go rozczarować.

Przykład z czasem dostawy jest tylko przykładem, zasada transparentności powinna tyczyć się wszystkich twoich czynności jak i opisów produktów, bez dodatków typu super, najlepsze, hit bo każdy nawet średnio rozgarnięty człowiek, wie, że to są wierutne kłamstwa.

Punkt trzeci bądź konsekwentny – jak już obierzesz strategie działania, sposób realizacji zamówień, usług to się ich trzymaj (ulepszaj! nie pogarszaj). Większość ludzi nie lubi zmian. I jak z dnia na dzień zabierzesz opcję zapłaty przy odbiorze, to spora grupa starych klientów może uciec a co za tym pociągnąć za sobą swoich znajomych.

Nikt nie lubi chorągiewek na wietrze, dlatego nie bądź taką chorągiewką.

Punkt czwarty bądź konkurencyjny – klient który do Ciebie przychodzi po towar lub usługę nie lubi być odprawiony z kwitkiem. Więc jeżeli nie masz u siebie wymarzonych butów klientki w rozmiarze 36 to zaproponuj, że postarasz się je sprowadzić. Weź numer od takiej osoby, sprawdź czy da się to zrobić i nawet gdy nie będzie bucików u producenta/w hurtowni to grzecznie zadzwoń i powiedź, że nic nie dało się zrobić (kto w obecnych czasach tak robi, nikt, bo zakładamy, że klient kupi gdzie indziej). Nie tylko to co masz w sklepie lub do zaoferowania, sprawia, że jesteś konkurencyjny, najważniejsze jest Twoje podejście.

Miej więcej od konkurencji, taniej i nie bój się mówić, że czegoś nie masz. I pamiętaj by oferować pomoc w sprowadzeniu tego, czego klient chce, według zasady ‚klient nasz pan’;)

Kończąc, nie dajcie sobie wmówić, że was dobry wizerunek mogą wypromować tylko ‚renomowane agencje’ Bo tak na prawdę to od Was samych zależy jak klienci będą was postrzegać. Zadowolony klient przyciągnie kolejnych kolejnych klientów (zasada Pareto ale o tym kiedy indziej ;)).

Często w sieci spotykamy się z określeniem marketingu szeptanego, obecnie coraz więcej ludzi trafia na niego, czy to na forach internetowych czy w mediach społecznościowych, nie mając nawet pojęcia, że jest to właśnie tego typu działanie.
Można go porównać do plotki, chociaż z założenia i etyki, w działaniach marketingu szeptanego, nie powinno się plotkować a tworzyć rzetelny obraz danej usługi/produktu. Co by więcej czasu nie tracić, przejdźmy do sedna.
Często w ‚internetach’ ludzie poszukują opinii na temat danego produktu, usługi itp. I właśnie te odpowiedzi z poleceniem danego produktu/usługi są niczym innym jak marketingiem szeptanym (rzekłbym, że w 70% bo zdarzają się ludzie którzy polecą to co jest według ich dobre). Często sobie nie zdajemy sprawy, że Karyna Kowalska, która poleca nam ‚najlepsze usługi kosmetyczne w salonie X’, tak naprawdę nigdy z nich nie korzystała a została jedynie wynajęta do promowania ich usług. Mechanizm takiego działania moim zdaniem przeniósł się z czasów gdzie nie było dostępu do takiej technologii informatycznej i ciągłego dostępu do informacji. Bo któż nie pamięta jak nasze babcie mówiły, że w piekarni przy ulicy Kowalskich są najlepsze drożdżówki w mięście ? – I tym był marketing szeptany tamtych czasów. Obecnie robi się to samo, tylko, że w sieci, ze względu na to, że jest to najlepsze miejsce do pozyskania potencjalnych klientów.

Cele marketingu szeptanego

Głównymi celami marketingu szeptanego jest pozyskanie potencjalnego klienta oraz budowanie wizerunku marki. Często, mało kto o tym wspomina, jest wykorzystywany w SEO jako źródło do pozyskiwania linków, co według mnie jest całkowicie sprzeczne z zasadami. Dlaczego ? Bo marketing szeptany w swojej idei miał służyć aby o danej firmie się mówiło a nie aby adres jej strony internetowej był na 80% for internetowych – spamowanie nie jest fajne i każdy się właściciel firmy, który zleca komuś wykonanie takiego działania powinien zdawać sobie z tego sprawę. Bo źle wykonane działania z marketingiem szeptanym przyniosą więcej złego niż dobrego.
Tego typu działania najlepiej sprawdzają się w relacjach typu B2C (bussines-to-consumer). Bo główną grupą docelową są konsumenci, którzy mają chociażby zainteresować się na moment promowanym/ą produktem/usług. W Relacjach B2B (bussines-to-bussines), nie ma racji bytu. Tamten rynek rządzi się całkiem innymi prawami. Chociaż widziałem próby wykorzystania marketingu szeptanego i w takich relacjach, niestety (zgodnie z moimi przypuszczeniami) nie okazały się one sukcesem a wielką porażką.

Kij w mrowisko

Będę trochę hipokrytom. O ile pracuje w firmie zajmującej się również podobnymi rzeczami jak marketing szeptany, to uważam go za rodzaj nieetycznych praktyk. Bo o ile babcia wiedziała rzeczywiście, że piekarnia jest dobra i mogła nam ją polecić to osoba promująca w sieci produkt/usługę tej pewności nie ma. Nie ma problemu jeżeli chodzi o jakiś mało istotny produkt jak sukienka bo każdy widzi jaka ta sukienka jest … Ale co jeżeli chodzi o lekarzy (tak, tak zakaz reklamy pfff) i świadczone przez nich usługi – które mogą zaważyć na ludzkim zdrowiu a czasem życiu ? Zastanawialiście się, czemu dany lekarz na portalach z opiniami ma same super, mega śłitaśne opinie a jak do niego pójdziecie to życie weryfikuje, że tak nie jest ? Bo, prawda jest taka, że niezadowolonym pacjentom, nie chce się rejestrować i pisać o tym jak było źle, ale skuszeni siła rzetelny opinii innych ludzi poszli do danego lekarza z nadzieją… A wrócili rozczarowani.

A jak wy uważacie, marketing szeptany jest etyczny czy nie ?

Siema!
#proTIP, to seria gdzie będę starał się przybliżyć, różne przydatne sztuczki w programach graficznych. Pierwszym #proTIP’em będzie korekcja ekspozycji w Lightroom’ie, każdy ją robi, nie każdy zna magię ALT’a 😉

Każdemu z nas zdarza się raz na jakiś czas popełnić zdjęcie które jest albo prześwietlone albo zbyt ciemne, takie strzały bywają często bardzo bolesne dla nas bo kadry są fajne a tu cała ekspozycja poszła się za przeproszeniem jeb$%! Co wtedy? Nic prostszego! Algorytm działania poniżej:

Krok 1 odpalamy lightroom’a i importujemy nasze zdjęcie/zdjęcia,
Krok 2 klikamy w zakładkę ‚DEVELOP’ i interesuje nas sekcja ‚BASIC’ o ta:
Krok 3 Klikamy na ‚Exposure’ i przesuwając suwak w lewo lub prawo, trzymamy wciśnięty ALT do momentu aż wszystkie, przepały lub niedoświetlenia znikną, wygląda to tak:
Perfekcyjnie naświetlone i obrobione zdjęcie w ten sposób powinno być całkowicie czarne, bez widocznych jakichkolwiek pikseli. W analogiczny sposób postępujemy z ‚Highlights’, ‚Shadows’, ‚Whites’, ‚Blacks’

Dzięki tylko takiej obróbce, że zdjęcia które wyglądało tak:

Po takim zabiegu otrzymujemy taki efekt:

Zdjęcie nie jest perfekcyjne ale jest świetnym przykładem na to, jak trzymanie wciśniętego przycisku ALT przy zabawie z suwaczkami odpowiedzialnymi, za ekspozycje ułatwia nam pracę by je poprawnie naświetlić i potem wywołać o ile robimy zdjęcia w RAW’ach, do czego zachęcam ale o tym kiedy indziej. Nie musimy już teraz robić tego na oko, bo jak wiadomo „na oko to chłop w szpitalu umarł” 😉

Pierwszy #proTIP skończony, pamiętajcie o ALT’cie wciśniętym podczas przesuwania suwaczków.

Samego lightrooma można nabyć w abonamencie 12,99 USD miesięcznie na stronie Adobe albo tutaj tutaj bez abonamentu płatne jednorazowo wersja pudełkowa.

Witam!

Jest to pierwszy wpis na tym tym blogu, postaram się powiedzieć w jakim celu powstał i w jakim kierunku chcę aby się rozwijał.

O swoim blogu myślałem już od dłuższego czasu ale nie miałem jego wizji przemyślanej do końca. Chciałem stworzyć blog który będzie dotyczył albo fotografii, którą się zajmuje amatorsko albo marketingu internetowego którym znowu zajmuje się na co dzień. Więc koniec końców wpadłem na pomysł dlaczego by nie połączyć tych dwóch rzeczy w jednym miejscu – i tak o to jest!

Chciałbym aby jego rozwój poszedł w kierunku przybliżenia fotografii i jej aspektów technicznych i być może programów graficznych oraz pewnych sztuczek które, się praktycznie przydadzą przy ich postprodukcji. Kolejny temat to marketing internetowy – w planach mam przybliżenie marketingu szeptanego w kilku artykułach na ten temat ale o tym wkrótce.

Geneza nazwy bloga jest bardzo prosta, „rysowanie światłem” to fotografia 🙂